Pozwólcie,
że na początku opowiem Wam o przypadku Kitty Genovese, który w
1964 wstrząsnął Nowym Yorkiem.
Kitty
była młodą kobietą. Pewnego dnia, późnym wieczorem, gdy wracała
do swojego domu, została zaatakowana przez mężczyznę z nożem.
Przestraszona krzyczała i błagała o pomoc. Zajście miało miejsce
na osiedlu, wielu z jego mieszkańców miało wtedy otwarte okna. Po
ulicy kręciło się również paru przechodniów. Jeden z
mieszkańców widząc scenę przez okno, krzyknął tylko do
napastnika „Zostaw ją w spokoju!”. Nożownik przestraszył się
i uciekł, po uprzednim dźgnięciu dziewczyny nożem. Później
jednak, kiedy zorientował się, że nikt więcej nie reaguje na jej
stan, jeszcze dwukrotnie wracał, by zadać jej kolejne ciosy. Po
trzecim ataku Kitty umarła. Całe zajście trwało około 35 minut,
a widziało je 38 osób. Przez cały ten czas żadna z nich nie
zareagowała. Nikt nie zadzwonił na policję i nikt bezpośrednio
nie pomógł dziewczynie.
To
wydarzenie wywołało falę badań, których wynikiem było
zaobserwowanie efektu rozproszenia odpowiedzialności. Polega on na
tym, że odpowiedzialność za podjęcie działania w danej sytuacji,
rozkłada się na wszystkie współobecne w tej sytuacji osoby.
Paradoksem jest tutaj fakt, że im więcej osób jest świadkiem
ataku czy przestępstwa, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś
zareaguje (choć intuicja podpowiada nam coś całkiem przeciwnego).
Jak
możemy przezwyciężyć mechanizm dyfuzji odpowiedzialności? Jak
sprawić, żeby ktoś pomógł nam w potrzebie? Odpowiedź jest
całkiem prosta i z pewnością większość z Was spotkała się z
poniższym przykładem. Otóż, wyobraźcie sobie, że jesteście
świadkiem wypadku samochodowego i sami zaangażowaliście się w
pomoc poszkodowanym. Co robić, jeśli chcecie, żeby ktoś wam
pomógł lub zadzwonił na pogotowie? W takiej sytuacji wołanie
„Niech ktoś zadzwoni na pogotowie!” nie przyniesie pożądanych
rezultatów. Dużo bardziej skuteczniejsze jest bowiem wskazanie
kogoś ze słowami: „Hej, ty! W koszulce Iron Maiden! Dzwoń na
112, ale już!”. Kiedy zwrócimy się do kogoś osobiście,
mechanizm rozproszenia odpowiedzialności wydaje się zanikać. Cała
odpowiedzialność za waszą sprawą spada wtedy na wskazanego
człowieka.
Wiemy
już co robić, żeby przełamać rozproszenie odpowiedzialności u
innych, jednak jak to zrobić u siebie samego? Z całą pewnością,
ważna jest tutaj sama świadomość występowania tego efektu i
zmuszenie się do działania z myślą, że jeśli Wy tego nie
zrobicie, jest małe prawdopodobieństwo, że zrobi to ktoś inny.
Ciekawostką
jest tutaj fakt, że niektórzy ludzie są w pewnym stopniu odporni
na ten mechanizm. Są to z reguły osoby, których status społeczny
wiąże się z pewną odpowiedzialnością za innych i działaniem,
na przykład lekarze czy osoby na stanowiskach kierowniczych.
Pamiętajmy,
że wystarczyłby jeden telefon na policję zaraz po pierwszym ciosie
nożem wymierzonym Kitty, a dziewczyna najprawdopodobniej nadal by
żyła. Zakończę więc dzisiejszą notkę małym apelem: REAGUJCIE!
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz