wtorek, 1 marca 2016

Dlaczego Kitty musiała zginąć? - czyli o rozproszeniu odpowiedzialności

          Pozwólcie, że na początku opowiem Wam o przypadku Kitty Genovese, który w 1964 wstrząsnął Nowym Yorkiem.

          Kitty była młodą kobietą. Pewnego dnia, późnym wieczorem, gdy wracała do swojego domu, została zaatakowana przez mężczyznę z nożem. Przestraszona krzyczała i błagała o pomoc. Zajście miało miejsce na osiedlu, wielu z jego mieszkańców miało wtedy otwarte okna. Po ulicy kręciło się również paru przechodniów. Jeden z mieszkańców widząc scenę przez okno, krzyknął tylko do napastnika „Zostaw ją w spokoju!”. Nożownik przestraszył się i uciekł, po uprzednim dźgnięciu dziewczyny nożem. Później jednak, kiedy zorientował się, że nikt więcej nie reaguje na jej stan, jeszcze dwukrotnie wracał, by zadać jej kolejne ciosy. Po trzecim ataku Kitty umarła. Całe zajście trwało około 35 minut, a widziało je 38 osób. Przez cały ten czas żadna z nich nie zareagowała. Nikt nie zadzwonił na policję i nikt bezpośrednio nie pomógł dziewczynie.

          To wydarzenie wywołało falę badań, których wynikiem było zaobserwowanie efektu rozproszenia odpowiedzialności. Polega on na tym, że odpowiedzialność za podjęcie działania w danej sytuacji, rozkłada się na wszystkie współobecne w tej sytuacji osoby. Paradoksem jest tutaj fakt, że im więcej osób jest świadkiem ataku czy przestępstwa, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś zareaguje (choć intuicja podpowiada nam coś całkiem przeciwnego).

          Jak możemy przezwyciężyć mechanizm dyfuzji odpowiedzialności? Jak sprawić, żeby ktoś pomógł nam w potrzebie? Odpowiedź jest całkiem prosta i z pewnością większość z Was spotkała się z poniższym przykładem. Otóż, wyobraźcie sobie, że jesteście świadkiem wypadku samochodowego i sami zaangażowaliście się w pomoc poszkodowanym. Co robić, jeśli chcecie, żeby ktoś wam pomógł lub zadzwonił na pogotowie? W takiej sytuacji wołanie „Niech ktoś zadzwoni na pogotowie!” nie przyniesie pożądanych rezultatów. Dużo bardziej skuteczniejsze jest bowiem wskazanie kogoś ze słowami: „Hej, ty! W koszulce Iron Maiden! Dzwoń na 112, ale już!”. Kiedy zwrócimy się do kogoś osobiście, mechanizm rozproszenia odpowiedzialności wydaje się zanikać. Cała odpowiedzialność za waszą sprawą spada wtedy na wskazanego człowieka.

          Wiemy już co robić, żeby przełamać rozproszenie odpowiedzialności u innych, jednak jak to zrobić u siebie samego? Z całą pewnością, ważna jest tutaj sama świadomość występowania tego efektu i zmuszenie się do działania z myślą, że jeśli Wy tego nie zrobicie, jest małe prawdopodobieństwo, że zrobi to ktoś inny.

          Ciekawostką jest tutaj fakt, że niektórzy ludzie są w pewnym stopniu odporni na ten mechanizm. Są to z reguły osoby, których status społeczny wiąże się z pewną odpowiedzialnością za innych i działaniem, na przykład lekarze czy osoby na stanowiskach kierowniczych.

          Pamiętajmy, że wystarczyłby jeden telefon na policję zaraz po pierwszym ciosie nożem wymierzonym Kitty, a dziewczyna najprawdopodobniej nadal by żyła. Zakończę więc dzisiejszą notkę małym apelem: REAGUJCIE! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz