sobota, 19 marca 2016

„Panie Burku, zapraszam na kozetkę” - czyli o psychologii zwierząt

Cześć, dzisiejszy artykuł będzie w pewnym stopniu różnił się od pozostałych. Oderwiemy się trochę od świata ludzi i mechanizmów jakie w nim rządzą, a zamiast tego przeniesiemy się do świata zwierząt. Zoopsychologia to bowiem temat, którego nie sposób pominąć, pisząc o szeroko pojętej psychologii.

Zacznijmy może lekko kontrowersyjnie. Czy w ogóle można mówić o czymś takim jak psychologia  zwierząt? Samo słowo „psychologia” pochodzi bowiem z języka greckiego i dosłownie oznacza „nauka o duszy”. A więc, aby mówić o takiej nauce trzeba przyjąć, że zwierzęta posiadają duszę. Stanowisko kościoła katolickiego w tej sprawie jest następujące: zwierzęta nie mają duszy, zatem nigdy nie trafią do nieba. Inni twierdzą, że zwierzęta mają duszę, lecz bardzo różniącą się od tej ludzkiej. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Chętnie poznam je w komentarzu jednak teraz przejdźmy dalej, gdyż jest to aspekt mocno wkraczający na pole filozofii ;)

Faktem pozostaje, że zoopsychologia wyłoniła się jako nauka pod koniec XIX wieku. Głównymi jej zadaniami jest badanie reakcji zmysłowych, instynktownych zachowań zwierząt i mechanizmów jakie nimi rządzą. Jest ściśle połączona z etologią i behawiorystyką.

Na czym jednak polega psychologia zwierząt? Przecież terapeuci nie kładą psów i kotów na kozetce w swoim gabinecie i nie każą opowiadać im o swoich problemach (wbrew paru popularnym memom). Istotą zoopsychologii jest w pierwszej kolejności zrozumienie, dlaczego zwierzę zachowuje się tak a nie inaczej. Jeśli nasz pies szczeka z niewiadomych powodów lub koń za nic w świecie nie chce wejść do przyczepy, najprawdopodobniej istnieje jakaś przyczyna, której my, jako odrębny gatunek, nie dostrzegamy.

 Żeby zrozumieć zachowanie zwierząt, trzeba wziąć pod uwagę ich ewolucyjne uwarunkowania, sposób życia w naturalnym środowisku, a także budowę ciała i funkcje poznawcze. Weźmy na przykład konie, które są zwierzętami stadnymi, i które w naturalnym środowisku nie przeżyłyby samotnie, bardzo źle znoszą samotność i oddzielenie od innych koni. Często też płoszą się z zupełnie błahych powodów, na przykład widząc powiewającą na wietrze chorągiewkę. W takich sytuacjach często można usłyszeć opinię, że „koń jest głupi i tchórzliwy”. Takie zachowania jednak nie dziwią tych, którzy rozumieją, że zwierzę to jest roślinożercą i w jego naturalnym, dzikim środowisku jedynym sposobem obrony przed napastnikiem jest ucieczka. W takich okolicznościach dużo bardziej opłaca się tak zwany „fałszywy alarm” niż zaniechanie ucieczki.

To na co jeszcze trzeba zwrócić uwagę, to sposób w jaki zwierzęta postrzegają świat. Pole widzenia koni jest bardzo specyficzne. Konie bowiem nie widzą obiektów znajdujących się zaraz przed ich łbem oraz za nimi. Strefa widzenia dwuocznego też jest stosunkowo mała, a cały obszar po bokach zwierzęcia obejmuje widzenie jednooczne. Zwierze może więc reagować strachem lub nawet atakiem, kiedy nagle usłyszy, że coś znajduje się w strefie jego niewidzenia.

Podałam tu tylko przykłady pewnych sytuacji i mechanizmów występujących u koni, ale zapewniam Was, że jest tego dużo więcej (jeśli ktoś byłby zainteresowany tematyką serdecznie polecam prace Andrei Kutsch). Zatem gdy zoopsycholog chce zmodyfikować niepożądane zachowanie zwierzęcia, powinien robić to w sposób zgodny z jego naturą i w pełni dla niego zrozumiały.

Wczoraj zapytałam znajomej z czym kojarzy się jej psychologia zwierząt. Odpowiedziała: „Z tym facetem z telewizji..., no tym Cesarem, który zaklina psy”. Mam nadzieję, że dzięki temu artykułowi, będziecie w przyszłości umieli na podobne pytanie odpowiedzieć bardziej szczegółowo :)

Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji w komentarzach :)

1 komentarz:

  1. ciekawy artykuł. W podobnym temacie polecam dokument "Black Fish" o inteligencji orek. ;)

    OdpowiedzUsuń